Tata prowdził auto, mama pisała testamenty i wole...Nie rozumiem ich.Rozwodzą się, wysyłają mnie do Londynu, piszą gupie testamenty i wole. A ja...Ja płakałam, cierpiałam za ich dwójkę.
- Co do...?! - Krzyknął tata i... to działo się tak szybko! Ślizg, pisk opon i byliśmy pod wodą. Szybko odpiełam pasy i siłowałam się z klamką. Szarpałam ją. Wreszci drzwi się otworzyły. Płynęłam na powierzchnię. Byłam na lądzie. Wziełam wdechy. Spojrzałam na rodziców zpanikowana. Oni siedzieli odprężeni.
- Nie! - Krzyknęłam. Zaczęłam przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu telefonu. Na wyświetlaczu była wiadomość: Kochanie... Nie ratuj nas. Postanowiliśmy tak to zrobić... Lou nie długo przyjedzie po ciebie.
Płakałam. Specialnie się zabili...
- Nie! Proszę nie! - Krzyknęłam cała w łzach.
Potem przyjechał Lou...A dalej dowiedzie się w kolejnym rozdziale!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz